sobota , 21 Lipiec 2018
Z ostatniej chwili

MEN jednak zmienia zdanie w sprawie podstawówek

Już nie chce przekształcać podstawówek w szkoły powszechne. Powód?
Jak zawsze, zbyt wysokie koszty zmiany nazwy.

Spośród przeszło 2,6 tys. nauczycieli, którzy wzięli udział się w ankiecie opublikowanej w „Głosie Nauczycielskim” – gazecie Związku Nauczycielstwa Polskiego – 31 proc. poparło pomysły resortu. Ich zdaniem zmiana struktury szkolnictwa na model 8+4, zamiast obowiązującego od 1999 r.: 6+3+3 jest dobra i będzie miała korzystny wpływ na rozwój intelektualny uczniów. Niestety, niedobrze to wróży reformie, bo żadna taka zmiana nie może się udać jeśli osoby, których ona dotyczy i dla których jest wprowadzana, nie są przekonane o jej sensie. Związkowcy jednak są zdania, że wyniki tego sondażu i tak są zaskakujące. Trudno się bowiem spodziewać, że reforma, która bardzo mocno dotknie nauczycieli, zyska ich poparcie i akceptację.

– Z tej ankiety wynika, że ocena reformy jest uzależniona głównie od tego, gdzie pracuję nauczyciel, który dokonuje tej oceny – uważa Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Najlepiej o zapowiadanych przez ministerstwo zmianach mówią ci nauczyciele, którzy pracują w liceach. Oczywiście, mają ku temu powody. Do tych szkół przyjdzie dodatkowy rocznik uczniów, więc będą mieli więcej godzin. Z tego samego powodu najgorzej o zamierzeniach MEN mówią nauczyciele gimnazjów, bo ich miejsca pracy zostaną zlikwidowane – dodaje.
Nauczyciele, którzy popierają reformę szkolnictwa twierdzą, że dzięki niej uczniowie będą się kształcili rytmie ich naturalnego, biologicznego rozwoju. Marcin Piekarski matematyk, z 25-letnim doświadczeniem w liceum z miasta powiatowego uważa, że czteroletnie liceum to bardzo dobry pomysł. Zgadza się on z minister Zalewką w tym, że obecnie liceum to nie tyle szkoła, co 2,5-letni kurs przygotowawczy do testów maturalnych. W takiej szkole nie ma czasu na pogłębianie wiedzy, bo trzeba szybko realizować programem. Dobra jest też, jego zdaniem, zapowiedź odejścia od profilowania klas, bo absurdalne jest to, żeby uczeń liceum w pewnym momencie edukacji stracił mieć kontakt z przedmiotami humanistycznymi, albo odwrotnie – ścisłymi. Przecież absolwent liceum powinien być wszechstronnie wykształcony. Zdaniem Piekarskiego z tego samego powodu wskazane jest rozdzielenie przedmiotów w szkole podstawowej; historii bez WOS oraz biologii i geografii zamiast przyrody, a nie tak jak dziś, kiedy dzieci uczą się przyrody oraz historii i społeczeństwa.

Nauczycielka języka polskiego w szkole podstawowej z Wodzisławia Śląskiego dodaje: – Dobrze, że resort chce zrezygnować z testów po szóstej klasie, bo jest to niepotrzebny i stresujący egzamin. Jedyne, co można o nim powiedzieć, to że umożliwiał bardzo wcześnie, bo w wieku 12 lat, podzielnie uczniów na lepszych i gorszych. Rodzice bogatsi lub ci, którzy mają naprawdę zdolne dzieci, mogli je posyłać do gimnazjów poza rejonem – mówi. – Teraz, jeśli uczeń spędzi dwa lata więcej w jednej szkole, będzie mógł dalej rozwijać umiejętności swoje, sprawdzić, w czym jest dobry i lepiej przygotować się do nauki w liceum.

Trzeba przyznać, że reformę edukacyjną popierają również niektórzy nauczyciele gimnazjów. Wychowawczyni ze szkoły społecznej w Krakowie: – Oczywiście, że boję się o miejsce pracy, własne i moich nauczycieli. Nikt z nas nie wie, czy za rok będzie jeszcze pracował. Ale z pedagogicznego punktu widzenia wprowadzenie gimnazjów było nieporozumieniem i dobrze się stało, że resort z tego pomysłu chce się wycofać. Przecież powszechnie wiadomo, że dziecko, które wchodzi do nowej szkoły, do nowego środowiska przez pierwszy rok nie zajmuje się nauką, tylko walczy o miejsce w grupie. Z punktu widzenia jego rozwoju jest to więc całkowicie zmarnowany czas. Kiedy były ośmioletnie szkoły podstawowe, ten najtrudniejszy okres rozwoju można było opanować. W ósmej klasie argumentem i motywacją było to, że wkrótce uczeń będzie zdawał egzaminy wstępny do liceum. W pierwszej licealnej – to, że uczy się w szkole z już prawie dorosłymi ludźmi. A powaga zobowiązywała – zwłaszcza 15-, 16 – latka – dodaje nauczyciela.

Nauczyciele jednak zwracają uwagę na to, że na razie nie tyle mamy do czynienia z założeniami reformy co z chaosem. W dalszym ciągu nie wiadomo, jak ostatecznie będzie zorganizowany system edukacji. Nie ma też nawet tez do programów nauczania. MEN zapowiada, że to wszystko będzie wiadomo w połowie września.
Na razie jednak MEN rezygnuje z pomysłu tworzenia szkół powszechnych. W resorcie zakłada się, że uczniowie owszem, będą spędzali osiem lat w jednej szkole, ale będzie się ona nazywała – tak, jak do tej pory – podstawową. O tej zmianie planów mówią nieoficjalnie ministerialni urzędnicy, a potwierdzają to nauczyciele – związkowcy. – Minister Zalewska zapowiedziała podczas niedawnego spotkania z nami, że resort chce zrezygnować ze zmiany nazwy z powodu zbyt wysokich kosztów tej zmiany – powiedział Grzegorz Gruchlik, wiceprzewodniczący ZNP. Natomiast MEN w tej sprawie milczy.
Według nieoficjalnych informacji w ministerstwie policzono koszty związane z wymianą pieczątek, tablic informacyjnych na szkolnych budynkach, itd. Resort przestraszył się też kosztów związanych z odprawami dla nauczycieli i dyrektorów z przekształcanych szkół. Nie ma bowiem możliwości płynnego przekształcenia jednej szkoły w drugą. Przynajmniej w obecnym stanie prawnym. Żeby taka zmiana była możliwa, podstawówkę trzeba by zlikwidować, a w jej miejscu założyć szkołę powszechną. A to wymagałoby wypłacenia odpraw wszystkim zwolnionym w takiej sytuacji nauczycielom. W przypadku nauczyciela mianowanego jest to ok. 16 tys. zł, a dyplomowanego przypadku nauczyciela dyplomowanego – blisko 19 tys. zł. To oznacza, że samorządy musiałyby wydać na ten cel łącznie co najmniej 2,7 mld zł.

Check Also

Otwórz głowę, młody obywatelu! Podsumowanie projektu

Obecnie narzeka się często na młodzież. Że jest zła, zapatrzona w siebie i wirtualny świat …